dzisiaj bez pamięci zakochałam się w fernando. ale po kolei.
na uniwersytecie jelonki zignorowały moje przybycie zupełnie, jako że zaczęła się pora obiadowa, czyli wielki piknik z dokarmianiem zwierząt w tle. ilość studentów stołujących się w comedor central jest tak ogromna, iż spora część z nich konsumuje obiad za 3,60 na trawie w otoczeniu nie tylko flory, ale i bogatej fauny (mira eso: http://www.youtube.com/watch?v=gN6L2TZD3_Q). jako nudna europejka zjadłam obiad grzecznie przy stoliku i pobiegłam na zajęcia.
i wtedy moim oczom ukazał się fernando. nie po raz pierwszy zresztą, bo jedyne zajęcia jakie miałam w dniu poprzednim prowadził również on. 60-letni, niezwykle żywy, subtelnie żartobliwy, a nade wszystko piekielnie oczytany. zajęcia na uniwersytecie w Peru trwają trzy, cztery godziny bez żadnej przerwy. czas skupienia przeciętnego studenta wynosi 45 minut. czas skupienia studenta na wykładzie w języku obcym – 20 minut. czas mojego maksymalnego skupienia na wykładzie fernando – bite 180 minut. co prawda wyszłam zmaltretowana, ale za to z zapałem do pracy nad magisterką i señoritą flavią freidenberg jako amiga mia. zaznajomił nas fernando, od razu zrozumiałam, że zostaniemy przyjaciółkami od serca, jak w książkach z dzieciństwa, jak w „ani z zielonego wzgórza”, kolejne zauroczenie od pierwszego wejrzenia. wiedziałam, ze będę jej powierniczką, że z radością wchłonę każde słowo, które zapragnie wypowiedzieć. i oto siedzę już piątą godzinę przed komputerem i szukam książek flavii w Internecie i artykułów fernando w formacie .pdf. i mówię sobie, że nigdy nie zrobię kariery naukowej po to, że potem jakiś marny studencina moje publikacje ściągał za darmo ze stron uniwersytetu. ot co.a! i słyszałam dziś, że na świecie wszystko załatwia się poprzez znajomości i dzięki znajomościom. no to mam nadzieję, ze znajomość z señorem fernando y señoritą flavią zaowocuje składną pracą magisterską.